środa, 12 marca 2014

Love, love, love

Był początek wakacji. Siedziałam w swoim pokoju i myślałam o życiu. Życiu ? To takie ogóle sformułowanie. Myślałam o Nim.  Kim On jest ? Ma na imię Ethan, chodził wraz ze mną do szkoły artystycznej. Jest uroczym chłopakiem z lśniącą blond grzywką. Kocham go całym sobą. Ale ostatnio nasze relacje nieco się skomplikowały. Nim się obejrzałam już zanurzyłam się we wspomnieniach. To wszystko działo się, kiedy rok szkolny trwał w najlepsze.
  Przyszedł do mnie po lekcjach i oświadczył, że musimy pogadać. W jego ustach ,, musimy pogadać'' brzmi jak ,,Houston, mamy problem''. Nie poprawiło mi to nastroju. Poszliśmy do parku. To jedyne tak spokojne miejsce, które pozwoliłoby nam porozmawiać bez przeszkód. Usiedliśmy na ławce tuż obok fontanny z której tryskała woda. Wpatrywałam się w strużki wody jak w obrazek. Po chwili Ethan się odezwał.
  - Nathalie - spojrzałam na niego - Muszę wyjechać.
Z początku nie zrozumiałam o czym on do mnie mówi. Kiedy to w końcu do mnie dotarło poczułam, jak mój mały, wspaniały świat zaczyna się rozpadać.
  - To przeze mnie - powiedziałam lodowatym tonem
Mimo, że nie było to pytanie Ethan i tak odpowiedział.
  - Tak, kochanie. - odwrócił wzrok jakby nie mógł patrzeć na moje cierpienie.
Zerwałam się z ławki.
  - Nie mów tak do mnie! Nie jestem twoim kochaniem! - wrzasnęłam i pobiegłam w stronę swojego domu.
Nie oglądałam się za siebie. Wiedziałam, że za mną nie pobiegł. Bo już go nie obchodziłam. Bo już mnie nie kochał.
Jak on śmiał mi coś takiego powiedzieć?! Jego ,,Tak, kochanie'' wciąż wirowało mi w głowie. Bezczelność.
Wyrwałam się z bolesnych wspomnień i wróciłam do rzeczywistości.
Siedziałam na podłodze w najciemniejszym kącie mojego pokoju. Jak zawsze, kiedy jestem zdołowana słucham smutnych piosenek, by poczuć się jeszcze gorzej... Nie mogło do mnie dotrzeć, że to co było już nigdy nie wróci. Dlaczego odszedł? Ja byłam w stanie wybaczyć to, że spoufalał się z moją siostrą, ale jak się okazało on nie był w stanie żyć w poczuciem winy... Położyłam się na podłodze, zwinęłam w kłębek i zaczęłam szlochać. Od kilku dni nie wychodzę z pokoju, nie mam ochoty widzieć się z kimkolwiek i nie chcę, by ktoś widział mnie w tym stanie. Nikt nie może wiedzieć, że tak naprawdę jestem strasznie słaba, że taki zwykły idiota może mnie tak zranić. Niech myślą, że jestem dzielna, niezależna i twarda. Moje rozmyślania przerwał dzwonek telefonu. Leniwym ruchem sięgnęłam telefon z szafki nocnej i odebrałam.
-Halo? - natychmiast rozpoznałam ten głos. Był nieco zniekształcony, ale i tak nie miałam z tym większych problemów.
-Co jest, Jess? - Jessica to młodsza o rok siostra Ethana.
Zaniepokoiło mnie to, że szlochała. Zaczęłam się martwić.
-Jess, co się stało?! - zaniepokojona krzyknęłam do telefonu
W odpowiedzi usłyszałam cichy szloch.
-Nath, on... On jest w szpitalu. Miał wypadek na skuterze, kiedy jechał do Ciebie, chciał z Tobą porozmawiać, ale... - urwała wybuchając płaczem.
-Gdzie? - spytałam krótko
-Na Biskupińskiej. Jest w stanie krytycznym.
Szybko się rozłączyłam. Zbiegłam po schodach na dół i wybiegłam z domu nic nie mówiąc rodzicom. Biegłam ile sił w nogach, chciałam jak najszybciej znaleźć się przy nim. Droga do szpitala zajęła mi 10 minut. Słońce zachodziło, a z nim powoli uciekało życie mojego ukochanego. Pani recepcjonistka powiedziała mi, że Ethan leży na OIOM'ie, więc czym prędzej tam poszłam. Za szybą zobaczyłam dwóch lekarzy i cztery pielęgniarki. Byłam tak przejęta, że nie zwracałam uwagi na detale, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wszystkie ściany są idealnie białe, a pościel na łóżkach ułożona w kostkę. Długo błądziłam zamglonym wzrokiem nim odnalazłam jego twarz. Do jego ciała podłączone były rozmaite maszyny, ale ja skupiłam się na jego wyrazie twarzy. Oczy miał zamknięte, lecz intuicja podpowiadała mi, ze on nie śpi. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Jessicę.
-Lekarze mówią, że już z nim lepiej. Niedługo będziemy mogli wejść do niego, ale tylko na chwilę.
W chwili, gdy ona skończyła mówić z sali wyszedł lekarz i oświadczył, że jedna osoba może się z nim zobaczyć.
-Ethan odzyskał przytomność. Pytał o Panią – lekarz spojrzał na mnie wymownie. - Proszę wejść.
Ruchem dłoni zaprosił mnie do środka. Nieśmiało weszłam do pomieszczenia i usiadłam na stołku przy jego łóżku.
-Jestem – szepnęłam cicho chwytając jego dłoń.
-Nathalie – on również szeptał. - Dziękuję, że jesteś. Przepraszam.
Mówił z wielkim trudem, mimo to nie przerywałam mu.
-Przepraszam za to, że Cię raniłem. Bardzo Cię kocham.
-Cieszę się, że żyjesz – powiedziałam
Z trudem się zaśmiał.
-Najważniejsze, to nie dać się zabić od środka. Reszta idzie z górki.
Przepełniona radością, że znów jest przy mnie nachyliłam się nad nim i pocałowałam go. Spojrzałam w jego brązowe oczy. Świat przestał się liczyć, teraz ważny był tylko on.
-Szczęśliwych walentynek – powiedział z uśmiechem
Miał taki śliczny uśmiech, a kiedy to robił w jego policzkach pojawiały się urocze dołeczki.
Mimo powagi chwili wybuchnęłam śmiechem. Wtedy dotarło do mnie, że nig­dzie nie ku­pisz szczęścia, miłość da­je je gratis. 

----------------------------------------------------------------------------------------------
Część dalsza opowiadania, które kiedyś (dawno, dawno) wstawiłam : )

sobota, 11 stycznia 2014

Cytaty, czyli brak pomysłów na notkę.

Hej.
Mam nadzieję, ze wybaczycie mi długą nieobecność. Egh... Dużo w moim życiu się działo, nie mogłam nic na to poradzić. Ale teraz jestem i postaram się sporo nadgonić ;) Na razie dam tylko kilka cytatów dotyczących miłości, ale jutro postaram się wstawić coś ekstra ;d



Cytaty:

- Gdzie jesteś?Dokładnie tam, gdzie mnie zostawiłeś

Z oba­wy przed po­rażką, niszczy­my swo­je marze­nia, stając się ludźmi niespełnionymi... 


opi­sać można je­dynie nieszczęście.
przes­tań być nie­szczęśli­wym, to zrozumiesz.
MIŁOŚCI nie da się zde­finiować. brak miłości można.
kiedy pozbędziesz się bra­ku miłości, zrozumiesz.



Prędzej czy później zos­ta­wimy od­ciski palców na klam­ce którą po­win­niśmy na­cisnąć i wte­dy będą na­zywać to nies­pełnioną miłością. 


Pragnę Cię po wiel­kiemu cichu. Je­dyne co mi się ciśnie na us­ta, gdy pat­rzę na swo­je od­bi­cie w lus­trze to: "tchórz".


To niewiary­god­ne, jak można czuć się szczęśliwą przez ty­le lat, mi­mo ty­lu kłótni, ty­lu upier­dli­wości i tak nap­rawdę, kur­wa, nie wie­dzieć, czy to miłość czy nie. 


Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśli­wy, i noc ma spo­kojną, i dzień nietęskliwy.




SZCZĘŚCIA nie da się zdefiniować.


Jak dotąd, dałem tyl­ko je­den dowód od­wa­gi: nie za­biłem się. 


Jutro postaram się coś dodać, ale teraz idę już, paa ;*

czwartek, 5 grudnia 2013

Ś M I E R Ć . .

Kolejny wiersz utworzony z nudów po kartkówce z matematyki z funkcji. wstawiam go bo z kartkówki dostałam dobrą ocenę . jeeea ! :D

Siedzę w domu 
Ona przyszła
Namieszała
Potem wyszła.

Mam żyletkę
Problem znika
Lecz gdzieś w głowie
Nie zanika.

Ból powraca
Zamyślona 
Znów sięgnęła po żyletkę,
całkiem już uzależniona.

Słyszy głosy
Głosy wszędzie,
powróciła chcąc przeprosić ?

Prawda wyszła jednak inna 
Choćby nawet jakiś cud 
Będą walczyć aż po grób.

Chwilę póżniej wzięła nóż
I w rywalkę skierowała
Krew się toczy z różnych miejsc 
Potem tego żałowała.

Gdy rodzina to ujrzała
Karetkę wezwała
A dziewczyna żyletkę dokładnie w żyłę skierowała.

Jedno cięcie 
Jedna żyła
Jeden ból, 
jedna chwila.

Już za późno...
Koniec końcem
Obie w grobie 
Z wyrzutami ku sobie.

Nic już się nie zmieni 

Obie wokół płomieni.



czwartek, 7 listopada 2013

11 listopada - to ważny dzień.

Jeden, dziewięć, jeden, osiem. Tysiąc dziewięćset osiemnaście. To wspaniałe liczby, prawda? 11 listopada 1918r. Każdy Polak powinien wiedzieć, co oznacza ta data. Kiedy tylko o tym pomyślę przed oczami mam radosnych ludzi ubranych w wojenne mundury z biało-czerwonymi przepaskami na ramieniu. Owe mundury symbolizują trud jaki przebyli polscy żołnierze, ich krew i pot, a także tęsknotę za wolną Ojczyzną.
-Halo, Wioletta, słuchasz ty mnie?
Natalia – moja przyjaciółka – wyrwała mnie z zamyślenia. Szkoda. Jeszcze chwila i zaczęłabym przypominać sobie fragmenty z pamiętnika mojego prapradziadka.
-Co? O co chodzi?- spytałam zdezorientowana.
-O ten tramwaj, co nie chodzi- odparła obudzona. Złość o mało nie wykipiała jej uszami. - Od piętnastu minut do Ciebie mówię, a ty mnie nie słuchasz. Egh, z Tobą nie da się wytrzymać.
-Dobra, dobra, nie marudź mi już. - ucięłam.
-Mogę chociaż wiedzieć o czym myślałaś?
Przygryzła delikatnie wargę, a jej brwi uniosły się nieznacznie ku górze. Mina ta oznaczała, że jest bardzo ciekawa mojej odpowiedzi, a jednocześnie boi się, że mam problemy, albo gorzej, że się zakochałam! Zaśmiałam się w myślach.
-Wiesz jaki dzień się zbliża? - spytałam naprowadzając ją na właściwy trop.
-No tak, jak mogłabym nie wiedzieć? Jutro piątek, Grażyna urządza urodziny. Teraz rozumiem, nadal nie masz prezentu?
-Czasem mam ochotę przywalić Ci książką od historii w głowę, wiesz?
-Ach! - teatralnym gestem złapała się za głowę – 11 listopada wypada w poniedziałek, mamy kolejny długi weekend. Tylko co ja będę wtedy robić?
Przysięgam, że w tamtej chwili pomyślałam ''Boże, jaka ona jest tępa''.
-Nie o to mi chodziło. Nie myślałam o tym, co będę robić, bo wiem. Myślałam o ludziach, którzy walczyli, byśmy my dwie mogły się uczyć w wolnej, polskiej szkole, a nie niemieckiej czy rosyjskiej, czy nawet austriackiej. Dziewczyno, ludzie przez sto dwadzieścia trzy lata nie mogli mówić po polsku!
Czułam, że mam łzy w oczach od nadmiaru wrażeń.
-Przepraszam. - wyszeptała cichutko Natalia – Nie wiedziałam, że to dla Ciebie takie ważne.
Tępo wpatrywałam się w ścianę. Złość nam obu już minęła. Teraz zastanawiałam się, czy Natalia coś sobie uzmysłowiła, i czy to, co chciałam zrobić będzie miało jakiś sens. Cóż... Warto spróbować.
-Chciałabyś zobaczyć pamiętnik mojego prapradziadka? - spytałam z nadzieją.
Oczy Natalki tajemniczo zabłysły. Podbiegła do mnie i mnie przytuliła, co bardzo mnie zaskoczyło.
-Pewnie. Zawsze byłam ciekawa, co się działo w głowie ludzi, którzy nie mieli wolnego wyboru. - uśmiechnęła się do mnie nieśmiało. - Naprawdę masz taki pamiętnik?
-Mój dziadek brał udział w powstaniu styczniowym. Jacyś tam badacze wzięli większość pamiętników, które skupiały się na tym, co się działo. Jeden, w którym opisywał swoje uczucia pozostawiono nam. Jest mi bardzo bliski, zawsze mam go przy sobie.
Wyciągnęłam z plecaka stary, gruby i pożółkły zeszyt.

Jetem Polakiem. To zaszczyt dla mnie, że mogę walczyć w obronie Ojczyzny. Zostawiłem żonę i córkę, bezpiecznych w domu. Przynajmniej taką mam nadzieję. Ile jeszcze lat będzie Polska cierpieć katusze? Nie wiem. Ale wiem, że damy radę. Bo jesteśmy polskim narodem. Nie, to za mało. Jesteśmy wielką, polską rodziną. Bo jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy.
Co Nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy.
Jestem silny, jesteśmy silni.
I dopóki Bóg po naszej stronie, dopóty będziemy walczyć.

Zamknęłam zeszyt i westchnęłam. Patriotyzm... To u nas rodzinne. Spojrzałam na Natalię. W jej błękitnych oczach dostrzegłam łzy. Zrozumiała. Nareszcie wie, czemu się tak wzruszałam. Kiedyś też nie wiedziałam, dlaczego to święto jest takie ważne. Z ciekawości przeczytałam te zapiski. Nigdy więcej nie wypowiedziałam się źle na temat naszego święta narodowego, nieważne czego dotyczyło. Nabrałam szacunku do przeszłości. Tak wiele się wtedy działo. To samo przeszła właśnie Natalia. Czy komuś jeszcze uda mi się uzmysłowić, jak ważne jest to, co było? Taką mam nadzieję. Dziadek mi pomoże.

Wol­ność to nie "chcę", ale możli­wość skorzys­ta­nia z "nie muszę".  

sobota, 2 listopada 2013

Pamiętniki Wampirów ♥

Od kilku dni tworzyłam pewien filmik, który koniec końców i tak mi się nie podoba ;x
Ale i tak go wstawię. ;p


Możecie śmiało mówić, co o nim sądzicie. Chętnie przyjmuję uzasadnioną krytykę.
~
Czasami mam wrażenie.
Że świat się na mnie wali.
Przygniata marzeniami.
Cuci rzeczywistością.

Potrzebuję twojego wsparcia.
Zamiast krytyki i krzyków.
Kilku małych wybryków.
To jest to, czego pragnę.
~

sobota, 12 października 2013

` Przebudzenie `

Hejka a oto mój wiersz który ułożyłam na szybkiego po kartkówce z matmy. :) Co sądzicie ?

Siedzę, myślę, czuję ten ból
Mam ochotę zapaść się pod ziemię.
Nadzieja umiera.
Zasmucona
Widzę go całującego się z inną.

Biorę nóż.
Mam ochotę ujrzeć jej śmierć
Obserwuję..
On odchodzi
Podchodzę z goryczą.
Nagle krew otacza mój nóż.

Krzyczę
Nie wiem co się dzieje.
W głebi duszy wiem, że wszystko miało być inaczej.
Modlę się
" Boże pomóż mi "
Chyba już za późno.
Po chwili się budzę. 



czwartek, 3 października 2013

Martyna

Martyna to uczennica trzeciej klasy gimnazjum. Jest niewysoką blondynką o uroczym uśmiechu oraz dużych, błękitnych oczach. Kiedy się uśmiechała na jej policzkach pokazywały się dołeczki, które upodobniały ją do niemowlęcia.
Pech chciał, by to akurat jej przytrafiła się ta historia. A wszystko zaczęło się owego feralnego dnia, kiedy to Diana – jej przyjaciółka – trafiła do szpitala.
Była już piąta godzina lekcyjna, niedługo dziewczyny kończyły zajęcia. Diana już nie mogła się doczekać końca tej lekcji, nienawidziła W-F'u . Martyna zaś nie mogła się nadziwić, jakim cudem jej przyjaciółka ma tak dobrą kondycję, skoro biega tylko wtedy, kiedy musi. Ona sama, mimo, iż uwielbiała piłkę nożną, to nigdy nie mogła doścignąć Diany.
  - Martyna, jedź sama! - krzyknęła jedna z dziewczyn podając do niej piłkę.
Tysia przyjęła piłkę, bez problemu okiwała przeciwniczki. Była już sam na sam z bramkarzem. Jak zawsze przed strzałem nie spuszczała wzroku z piłki. W ostatniej chwili podnosiła wzrok, by prawidłowo ocenić, gdzie powinna kierować piłkę. Zawsze ta metoda zdawała egzamin. Tak było i tym razem. Piłka mignęła graczom przed oczami i już była w bramce. Po sali potoczyły się okrzyki. Jedne radosne, a inne wręcz żałosne.
  -Sześć do dwóch dla drużyny Martyny. - oznajmił trener
Wściekła Zuzia – bramkarka drużyny przeciwnej – postanowiła zemścić się w brutalny sposób. Wykorzystała fakt, że potrafi dokładnie podawać i wycelowała w Dianę. Niby przypadkiem piłka uderzyła właśnie w nią, w sam środek twarzy. Zuzia była potężną dziewczyną, więc siła z jaką kopnęła piłkę przewróciła drobną Dianę. Martyna natychmiast do niej pobiegła. Na pierwszy rzut oka widać było złamany nos i opuchnięte oczy. Nie wiadomo, czy coś się nie stało w wyniku upadku na twardą powierzchnię. Trener zajął się opatrywaniem jej ran, polecił komuś powiadomienie Pani Dyrektor oraz zadzwonienie po karetkę. Martyna trzymała rękę koleżanki w pocieszającym geście. Na Zuzannę nawet nie spojrzała. Kilka minut później Diana była już w szpitalu. Martyna nie mogła pojechać, więc do szpitala poszła pieszo, po lekcjach. Aby dotrzeć tam szybciej postanowiła iść skrótem przez ciemną uliczkę. Normalnie nie odważyłaby się iść tamtędy, lecz strach o przyjaciółkę dodał jej sił. W ten sposób nie musiała iść przez całe miasto, by dotrzeć do jedynego szpitala w Skierniewicach. I to był błąd. Na końcu uliczki dostrzegła czterech umięśnionych mężczyzn, wyraźnie pijanych, lecz nie na tyle, by mogła przejść niezauważona. W pobliżu nie było żywej duszy, a wysuszone gardło nie posiadało wystarczająco sił, by krzyknąć na tyle głośno, żeby ktoś to usłyszał i przybył z pomocą. Była zdana tylko na siebie i swoją nieszczęsną kondycję.
  -Ej, mała! - krzyknął jeden z mężczyzn – Daj no, piąteczkę na piwo.
Martyna zignorowała tą zaczepkę. Szła pewnie, mając nadzieję, iż w ten sposób przestaną ją zaczepiać. Myliła się jednak.
  -Daj piątala, albo sami sobie weźmiemy! - warknął następny
Ponieważ Martyna nadal ich ignorowała przestali ją dręczyć i zajęli się rozmową. Przynajmniej tak jej się wydawało, lecz kiedy dzieliło ją od nich tylko kilka metrów, tamci z miejsca się poderwali.
  -Prosiliśmy ładnie, nie dałaś. Sami sobie teraz weźmiemy. - spojrzenie mężczyzny było puste, nie wyrażało żadnych emocji. Nie widać było przez nie dna jego duszy.
Po tych słowach otoczyli biedną dziewczynę, zabrali jej plecak w którym miała pieniądze na powrót do domu oraz na drobny upominek dla Diany. Dwóch zaczęło przeszukiwać plecak, a pozostali zaczęli ją bić. Już po pierwszym ciosie upadła na ziemię. Zaczęli ją kopać, szarpać. Zamknęła oczy i czekała na koniec.
Obudziła się w szpitalu. Jej łóżko znajdowało się tuż obok łóżka Diany, ale dzieliła je jakaś maszyna podłączona za pomocą dziwnych rurek. W pobliżu kręciła się pielęgniarka.
  -Co się stało? - spytała zdezorientowana
  -Zostałaś napadnięta, kotku. - wyjaśniła uprzejmie Pani Doktor, która zdążyła wejść do sali. - Twoi rodzice są na korytarzu.
Martyna nie miała siły myśleć. Nie miała siły zareagować. Nie miała siły się odezwać.
  -Musisz złożyć zeznania na policji. - dobiegł ją głos z oddali.
  -Nie- wyszeptała osłabiona Martynka – Zabiją mnie.
  -Ale Tyśka, nie możesz milczeć! - krzyknęła zbulwersowana Diana – Musisz zareagować!
  -Didi, zrozum. Nie mogę.
Przyjaciółka długo przekonywała Martynę, ale kiedy skończyły jej się argumenty, uległa. Tyśka niechętnie poszła na policję i złożyła zeznania. Tydzień później złapano tych typków. Grozi im od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Żałowała tylko, że nie dożywocie. Kto wie, czego jeszcze się dopuścili po pijaku?
Wszystko szczęśliwie się zakończyło. Wszyscy wiedzą, że nie warto milczeć. Na świecie nie będzie sprawiedliwości, jeśli będziemy siedzieć cicho.
Kilka tygodni później Didi zapytała Martynę, czy wybaczyła zbrodniarzom. Ta uśmiechnęła się do niej z politowaniem i odpowiedziała ulubionym cytatem:
  -Nie ma po­koju bez spra­wied­li­wości, nie ma spra­wied­li­wości bez przebaczenia.

Szczęśliwe, że to już koniec poszły na lekcję. Nic więcej nie miało się im przytrafić. Miały żyć beztroskim życiem jak na nastolatki przystało.

Ocenicie? Napisałam to na konkurs, nauczycielom się spodobało. A Wam?